Kredyty nie będą tańsze - za dużo zarabiamy.
 Oceń wpis
   

  Przeciętne wynagrodzenie w ujęciu rocznym do poziomu 9,8% i jest to kolejny argument dla Rady Polityki Pieniężnej o nieobniżaniu stóp procentowych. Jeśli stopy pozostaną na tym samym poziomie, a póki co wszystko wskazuje na to, że tak bedzie, to Polacy posiadający kredyty w złotówkach nie mają co liczyć na niższe oprocentowanie.

   Można spodziewać się, że zostaną obniżone na poczatku lub wiosną 2009 roku. Obecny poziom, to 6% , jest zatem duże prawdopodobieństwo, że po negatywnych danych jakich możemy spodziewać się wiosną - mam tu na myśli informacje o wzroście bezrobocia i widoczne za kilka miesięcy osłabienie gospodarki.

  Jak kształtowały się stopy procentowe w Polsce przedstawia poniższa tabela, zaczerpnięta z ww.business.gov.pl :

Komentarze (2)
Konto oszczędnościowe - sprawdź, czy nie dopłacasz
 Oceń wpis
   

   Bardzo modne ostatnio jest przetrzymywanie wolnych środków na kontach oszczędnościowych, które są całkiem wysoko oprocentowane. Zdarza się jednak, iż złe wykorzystanie tego rodzaju konta, kosztuje nas więcej niż zyski z jego używania. Zanim zaczniemy korzystać warto sprawdzić, jaka opłata pobierana jest za prowadzenie tego konta oraz jakie są koszty przelewów.

   Najczęściej z konta oszczędnościowego możliwy jest jeden przelew bez opłat, pozostałe zaś są całkiem "mocno" oprowizjowane. Korzystanie z konta oszczędnościowego powinno być zatem przemyślane, aby zyski były jak największe, a nie jak się często zdarza tylko pozorne.

  

Komentarze (4)
Dlaczego robisz tak samo Inwestorze? - Atywskaźnik
 Oceń wpis
   

   Przeczytałem dzisiaj ciekawy artykuł na temat antywskaźnika, z którego sam bardzo często korzystam. Niejeden guru inwestowania przestrzegał przed postępowaniem jak wszyscy, więc teoria antywskaźnika jest powszechnie znana.

   Zastanówmy się jakby wyglądałaby nasza sytuacja, gdybyśmy wiosną 2007 roku inwestowali w bezpieczne fundusze inwestycyjne, które dały więcej, niż lokaty w tamtych okresach. Trudno jednak myśleć o praktycznie gwarantowanym zysku, kiedy zmasowany atak reklam TFI uświadamiał klientów, że zyski powyżej 20% są normą i że tylko ich fundusze dają...

   Dziś bylibyśmy bogatsi o kilka procent, a w  sumie o zysk z inwestycji możemy powiększyć o 50%, których nie straciliśmy w funduszach agresywnych. Moglibyśmy kupić dwa razy więcej jednostek i spać  spokojnie (o ile mamy kilka lat na poczekanie na zyski). Powrót  funduszy akcji do wartości  z lipca 2007 to dla nas zysk około 100%. Trudno określić, czy będzie to 2 czy 7 lat czekania, ale nawet przy 7 latach średnioroczny zysk wyniesie około 14%.

  W obecnej sytuacji musi mieć zatem pieniądze i czas, a potem czekać cierpliwie, co podobnie jak przy produkcji piwa, jest najtrudniejsze.

  Ponad rok temu Polacy byli maniakami agresywnych funduszy i mówili że duże spadki to nic, bo w długim okresie... tak, ale ilu z nich wytrzymało spadki?

   Teraz mamy do czynienia z manią lokat, wszak przeogromne oprocentowanie nie może zostać przegapione... więc zapewne jak zaczną się kończyć te wysoko oprocentowane lokaty, a giełda się zacznie podnosić, to znowu usłyszymy ile fundusze zarobiły i kapitał do TFI powróci, co spowoduje kolejną górkę, a potem spadek.

  Można obwiniać banki za kryzys, można terrorystów itd. Tak sobie najłatwiej wytłumaczyć znane zjawisko jakim jest cykl koniunkturalny i dziwną tendencję, że część inwestorów oczekiwała dużych spadków nie ze względu na jakieś tam USA i ich banki, tylko zwykły powtarzający się okres.

   W związku z tym, że bloga czyta wąska grupa ludzi  wątpię czy jego przeczytanie spowoduje powrót do funduszy akcji :) :

http://gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,5750678,Anty_rekomendacje.html

  

P.S. Zapraszam do komentarzy. (Pomijam inwestycje w akcje, na których można było zarobić nawet w okresie spadków)

Komentarze (3)
Ruszam do zakupów - takiej okazji nie można przegapić
 Oceń wpis
   

   W obliczu wielkiego kryzysu jaki panuje i ogarnia kolejne państwa, postanowiłem zwiększyć zaangażowanie w fundusze akcji. Obiecałem pokazać skład mojego portfela i robię to dzisiaj. Największe zaangażowanie mam w fundusze pieniężne, a dokładnie jest to Skarbiec KASA, który w 65% zajmuje miejsce w moim portfelu. Po dodaniu gotówki i wartości z kont oszczędnościowych (razem 15%), aż 80% w obecnej sytuacji to instrumenty bardzo bezpieczne. Zaledwie 7% to fundusze akcji, a 13% stanowią fundusze hedge (Super Tend Plus kat. C - inwestycja regularna ORAZ Superfund Trend Plus kat. B - wpłata jednorazowa, ale obracana w zależności od wyników Superfund). Opisywany portfel na wykresie kołowym prezentuje się następująco:

 

   Moją strategię dotyczącą inwestowania:

1. Zapisałem na kartce po wielokrotnym przemyśleniu. Ma ona być podporą w chwilach, kiedy emocje chcą wziąć górę nad rozumem.

2. Ująłem w strategii środki na tzw. czarną godzinę - ta część, ma być szybko dostępna, bez żadnych kosztów likwidacyjnych. Stanowi ona około 10% portfela i nigdy nie będzie zainwestowana w ryzykowne instrumenty. Tym samym zapewniłem sobie OCHRONĘ FINANSOWĄ (zobacz mój wpis o ochronie finansowej) niezależnie od wydarzeń na rynku.

3. Ubezpieczyłem się na możliwe wypadki i zdarzenia losowe, czyli zdrowie moje i rodziny, oraz np. samochód AC - opcja pełna bez wkładu własnego.

4. Przemyślałem i SPISAŁEM planowane wydatki na życie (koszty życia), wakacje, prezenty w obrębie jednego roku.

5. Przemyślałem i SPISAŁEM planowane wydatki i inwestycje w okresie 40 lat. Określiłem ile muszę odkładać już na emeryturę (co robię). Zaplanowałem okres kupowania mieszkania, domu, środki na dzieci. 

6. Założyłem, że każdego zawsze przekazuję określony procent dochodów na poszczególne cele.

7. NAJWAŻNIEJSZE - tworząc i planując wszystko, korzystałem z uwag i rad ŻONY. Jeśli posiadamy rodzinę, to taki plan czy strategia MUSI zawierać potrzeby innych. Znajomość strategii dla drugiej połówki jest o tyle istotna, że nawet jeśli nie rozumie tego co się dzieje w portfelu, to zna cel i zasady postępowania.

  Moja sytuacja w obliczu krwistych indeksów jest bardzo dobra. Mogę czekać nawet 40 lat na odrobienie strat części portfela. Teraz wybieram się na zakupy, jednak nasycenie funduszami akcji planuję przez około 7 miesięcy.

   P.S. Być może zastanawiacie ile wynosi mój zakres bólu, czyli to ile maksymalnie mogę narazić na wielkie spadki. Nie określałem tego procentowo, to co musi mi zawsze zostać to ochrona finansowa, która w obecnym rozmiarze portfela wynosi 10% wartości.

    UWAGA: Wpis na blogu nie jest, rekomendacją. Każda sytuacja wymaga odrębnej analizy.

 

ZAPRASZAM DO KOMENTARZY. PROSZĘ NAPISAĆ NA CO NIE ZWRÓCIŁEM UWAGI I CO MOŻE BYĆ PRZYDATNE W TWORZENIU PLANU, STRATEGII.

ta content="text/html; charset=utf-8" http-equiv="CONTENT-TYPE" /> tle>tle> ta content="OpenOffice.org 3.0 (Win32)" name="GENERATOR" />yle type="text/css"> yle>

Komentarze (3)
Zawsze jest dobry czas do inwestowania, ale trzeba mieć plan
 Oceń wpis
   

Zakładam, że czytając mojego bloga wiesz, co aktualnie dzieje się na świecie.Indeksy są tak czerwone, że wnukom będzie można opowiadać, jak dziadek pił melisę przed spojrzeniem na dział giełda w Money.pl.

  Telewizja, radio, gazety... wszyscy piszą o tym jak ktoś stracił na kryzysie i jak teraz warto inwestować w lokaty, bo są bezpieczne... chyba, że bank upadnie. Mam wrażenie, że osoba która szuka teraz okazji do inwestycji, to jakiś chory wariat, gdyż przecież lepiej było kupować na szczytach hossy - wtedy kupował każdy. Porywając się na zakup jednostek funduszy akcyjnych (oczywiście również czystych akcji) w tej sytuacji, wielu ludzi myśli ile może stracić, analogicznie do szczytu hossy, kiedy widzieli te trzycyfrowe plusowe procenty. Nic bardziej mylnego.

   Wszystko jest możliwe. Każdy analityk opiera się na historii nawet podświadomie. Tak bowiem jako ludzie podejmujemy decyzje - w oparciu o doświadczenia z przyszłości. W komentarzach analityków, guru itp. słyszymy, że "to już koniec" lub że "to początek". Czyli jak zawsze. Świadomość tego, że zysk wiąże się z ryzykiem powinna być powszechna, ale tak nie jest, przecież trudniej komuś wcisnąć fundusz akcji, kiedy nie wie o ryzyku. (W zasadzie nie ma takiego obowiązku, a o zasadach inwestowania wszyscy dowiadują się, że już są w d...pie, tzn. po spadkach.)

Uważam, że tylko dobry plan  nazywany często zasadami, strategią itp. jest sposobem na w miarę spokojne inwestowanie niezależnie od sytuacji na rynku.

  Pisałem kiedyś o wymyślonym przeze mnie terminie "zakres bólu", który odnosił się do określenia ile procent można stracić (NIE ZYSKAĆ) na konkretnej inwestycji do momentu zrealizawania straty i wyjścia z niej. Nie jest to żadna nowość. Każdy kurs z zakresu giełdy mówi o tej zasadzie. Problem polega na tym, że my wierząc we wspaniały wybór inwestycji, tak mocno jesteśmy przekonani (wręcz pewni) do słuszności tego celu, że nie tworzymy, nie określamy takiego zakresu. Zdarza się również, że stworzona strategia jest zmieniana pod wpływem emocji i to również jest ogromnym błędem. Jeśli mamy dobrze przemyślany plan, w który wliczone są nie tylko zależności giełdowe, ale również zdarzenia z życia codziennego - strata pracy, narodziny dziecka (zwiększenie kosztów miesięcznych), zaplanowane wakacje, zakupy, inwestycje, to możemy spać spokojnie.

 Więc jaki ty masz plan?

 

P.S. W niedzielę o godzinie 21:00 umieszczę wpis, na którym pokażę obecne rozłożenie moich środków finansowych. Napiszę również w jaki sposób tworzyłem swój własny plan - co również bardzo wiąże się z moją pracą zawodową.

ZAPRASZAM DO KOMENTARZY, PRZEMYŚLEŃ, PODZIELENIA SIĘ SWOIM ZDANIEM I SPOSOBAMI NA SPOKOJNY SEN W OBLICZU TEJ PANIKI - nie trzeba się logować

Komentarze (3)
Nie dajcie się omamić tzw. analitykom i bessie
 Oceń wpis
   

   Pierwszy raz postanowiłem skomentować opinie ekspertów wskazując konkretne osoby. Do tej pory nie robiłem takich rzeczy, ponieważ uważam, że przewidywanie kursów indeksów jest jak wróżenie z fusów... czasami się uda. Najbardziej szanuję tych analityków, którzy opierają się na konkretnych przykładach, często powołując się na historyczne sytuacje - efekty są różne, ale zawsze można dowiedzieć się ciekawych rzeczy i wysnuć własne wnioski. (Polecam Wojciecha Białka).

   Przejdźmy zatem do tego co mnie dzisiaj ukuło w oczy:

"Analityk z Expandera Katarzyna Siwek radzi inwestowanie w sposób bezpieczny, czyli na przykład w fundusze rynku pieniężnego lub lokaty bankowe. Jej zdaniem te drugie oferują jednak znacznie lepsze warunki.

- W przypadku lokaty dostajemy informacje o stopach zwrotu w przyszłości, a w przypadku funduszy widzimy dane historyczne. Stopy zwrotu dla najlepszych lokat na rynku mogą być dwa razy większe niż w przypadku funduszy rynku pieniężnego - poinformowała Siwek.

Dodała, że fundusze rynku pieniężnego są wyceniane w złotych i ich stopa zwrotu zależy od krótkoterminowych stóp na rynku pieniężnym, np. WIBOR-u. Według niej, to najmniej rentowne, ale najbardziej bezpieczne fundusze"

   Dlaczego bezpieczne fundusze na bessie? Z tego co słyszałem w wakacje 2007 to warto było inwestować w fundusze akcji (na szczycie hossy), bo przecież jeśli ktoś inwestuje długoterminowo to nie ma czym się przejmować. Dlaczego Pani Kasia nie wyróżnia okresu inwestycji? Zapomniała o takich podstawach?

    "lokaty dostajemy informacje o stopach zwrotu w przyszłości, a w przypadku funduszy widzimy dane historyczne. Stopy zwrotu dla najlepszych lokat na rynku mogą być dwa razy większe niż w przypadku funduszy rynku pieniężnego" - też mi odkrycie... a w zasadzie najlepsze fundusze pieniężny przyniosły większe zwroty niż lokaty w analogicznych okresach. Poza tym skąd wiadomo, że zyski tych funduszy będą mniejsze niż z lokat (dowód - Skarbiec KASA od lipca do października 2008 uroczniony zysk około 8%).

  Marek Nienałtowski -

"Jego zdaniem, połowę portfela powinny stanowić inwestycje bezpieczne, przede wszystkim lokaty bankowe. Ich oprocentowanie daje, nawet po odjęciu podatku Belki, zyski większe niż inflacja. Poza tym krótkoterminowe lokaty umożliwiają zmianę inwestycji na przykład na akcje, w przypadku poprawy sytuacji na giełdzie."  Hm... chyba ten człowiek nie wie, że lokaty np. 3 miesięczne są niżej oprocentowane od rocznych. Gdyby zainwestować w fundusz pieniężny pod parasolem, to potem możnaby bez podatku Belki zainwestować w fundusz akcji. Pisanie o możliwościach lokata, a potem mega zysk na akcjach jest idealne do straty pieniędzy dla kogoś kto nie ma o tym pojęcia... a artykuł na Interii jest przecież dla przeciętnego Kowalskiego.

   Dzisiejsza lektura artykułu (http://finanse.interia.pl/wiadomosc-dnia/news/jak-inwestowac-by-nie-stracic,1185249) przekonała mnie, że nawet najlepsi ulegają populizmowi. Jeśli to prawda co piszą to najlepiej kupować akcje na górze hossy (przecież mając długookresowy horyzont, to nie ma znaczenia), a lokaty i bezpieczne instrumenty są najlepsze na dołkach (to odniesieniem jest krótki okres).

  Poraża mnie robienie z ludzi idiotów...

 

P.S. Zapraszam do komentarzy, nie trzeba się logować.

 

 

Komentarze (12)
Amerykański sposób na hossę
 Oceń wpis
   

    W ostatnich dniach mamy szał na giełdach. Szał - ponieważ indeksy po ostrych spadkach w szaleńczym tępie wspięły się do góry, powód powrotu zielonego koloru notowań wywołała decyzja i w zasadzie obietnica od rządu USA, że pomysł jest i teraz zostanie zażegnany problem na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych.

   Administracja prezydenta USA, poprosiła kongres o 700 miliardów dolarów na przejęcie niespłacanych długów hipotecznych. W praktyce ma wyglądać to tak, że rząd odkupi od banków "toksyczne" długi i sam będzie zajmował się upłynnianiem przejętych nieruchomości oraz ściąganiem należnośći. Banki w ten sposób zostaną odciążone i dalej będą mogły spełniać swoją funkcję.

   Sam pomysł może wydawać się świetnym sposobem na zażegnanie problemów na rynku kredytów hipotecznych w USA. Warto jednak wiedzień, że w historii USA, był już stworzony podobny system (chyba w czasie kryzysu lat 30), który się nie sprawdził.

   Pojawiają się głosy niektórych amerykańskich polityków, że FED powinien zająć się polityką wzmacniania dolara, która przyczyni się do spadku cen surowców i pobudzi gospodarkę. Taki pomysł spotyka się z całkiem sporym zainteresowaniem amerykanów, którzy chcieli by mieć silną walutę.

  

   Zapewne zostanie wprowadzony pomysł z wykupieniem złych długów banków, pytanie tylko czy państwo poradzi sobie z windykacją należności, a banki czy zastosują wieksze rygory w przyznawaniu kredytów, które są dla nich głównym źródłem zysków.

  

Komentarze (1)
Duże wzrosty indeksów po informacjach z USA
 Oceń wpis
   

  Na światowe giełdy znów zawitała wiosna, po oświadczeniach jakie padły w USA. Rząd federalny przedstawił nowy plan ratowania gospodarki, co inwestorzy przyjęli z dużym optymizmem.

Tak wyglądały indeksy w USA i Kanadzie:

A tak w Azji:

 

  Wg. planu państwo ma jeszcze bardziej zaingerować w system bankowy, aby nie dopuścić do upadków innych banków. Być może dzisiaj zostanie podane więcej szczegółów, które ukażą kolejny cudowny plan.

   Od początku kryzysu na rynku nieruchomości w USA, średnio co miesiąc jesteśmy informowani o cudownym planie uzdrowienia sytuacji, jednak efekt jest zawsze ten sam - krótkotrwałe wzrosty. Można więc spodziewać się dziś na GPW popytu, zwłaszcza w godzinach porannych.

 

Komentarze (0)
Pocieszenie, że to już koniec bessy
 Oceń wpis
   

   Zadzwonił do mnie wczoraj kolega, można powiedzieć emeryt giełdowy i pyta:

- zwiększyły się obroty na giełdzie?

- tak - odpowiadam

- banki upadają?

- no tak - potwierdzam jeszcze bardziej zdzwiony, na co kolega odpowiada:

- To koniec bessy. Banki upadają zawsze pod koniec, a jak już obroty wzrastają... trzeba kupować.

   I oby miał rację... Podczas gdy ja czytam : Crisis on Wall Street

 

  (ta zasada o bankach i obrotach pochodzi z jednej książki o inwesotaniu, ale nie mogę sobie teraz przypomnieć tytułu)

 

 

 

 

 

 

Treść powyższej wypowiedzi jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi "rekomendacji" w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Zgodnie z powyższym autor nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie niniejszego komentarza i analizy.

Komentarze (2)
Euro - czy warto obawiać się wspólnej waluty...
 Oceń wpis
   

    Jaki czas temu zostaliśmy znienacka poinformowani, że Polska w 2011 roku zmieni walutę na euro. Jak można wywnioskować z artykułów prasowych optymizm premiera nie jest podzielany przez sporą grupę Polaków.

    Zapewne zniechęcenie w dużej cześci bierze się z faktu, że praktycznie we wszytkich państwach, które zmieniły walutę, wzrosły ceny (często z powodu zaokrąglania w górę). Akurat kiedy szef polskiego rządu ogłosił euro w 2011 roku, przebywałem w Finlandii. Doszedłem wtedy do wniosku, że jeśli podnieśliby ceny podstawowych produktów spożywczych, to efekt ten będzie na pewno krótkotrwały, gdyż nasi sąsiedzi już mają tańsze produkty spożywcze.

   Z punktu widzenie człowieka, który odziedza kraje srefy euro zmiana waluty będzie na pewno wygodna. Wygodniej będzie również Polakom pracującym w tej strefie robić zakupy w Polsce - zaoszczędzą na różnicy kursowej kupno/sprzedaż w kantorach.

    Zapewne Polska będzie starała się wejść do strefy euro z jak najmocniejszą walutą, co niekorzytnie wpływa na eksporterów, ale ucieszą się wszyscy mający kredyty walutowe. Można zakładać, że kurs wymiany zostanie ustalony w najbliżyszm roku, ponieważ przed przystąpieniem do eurostrefy musimy jako kraj utrzymać stabilny kurs przez dwa lata. Podsumowując rok 2009 powinien być rokiem mocnej złotówki.

   Zmiana waluty niesie za sobą też zmniejszenie wpływu polskich instytucji na rodzimą gospodarkę, gdyż RPP nie będzie mogła już sterować stopami procentowymi.

   Czy według ciebie warto zmienić walutę na euro?

 

Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |